Czekamy na Was!

Środa godzina 16. To najważniejszy moment dla setek osób, zaangażowanych w organizację. Wtedy zostanie otwarte biuro zawodów i oficjalnie ruszy 5 Festiwal Biegu Rzeźnika, z rozgrywaną już po raz szesnasty sztandarową konkurencją - Biegiem Rzeźnika na dystansie 80 km.
Ponad trzydziestoosobowa ekipa biura zawodów pod kierunkiem tradycyjnie Marty Erwin obsłuży do niedzieli prawie 4 tysiące osób! Od wtorku dziewczyny („i jeden męski rodzynek!” – cieszy się Marta) kompletują pakiety startowe na wszystkie konkurencje biegów dla dorosłych i dla dzieci. W każdej chwili będzie można odebrać pakiet na dowolny bieg, bez względu na dzień jego rozgrywania.

A jeśli pojawią się sprawy „trudne”, lub tym bardziej „niemożliwe” do załatwienia, rozwiąże je jak zwykle niezawodna Bronka, czyli Joanna Broniecka-Fabińska. Kto choć raz był na jakiejkolwiek imprezie rzeźnickiej wie, że gdzie diabeł nie może, tam właśnie Bronkę pośle. Ona da radę ze wszystkim!

Na to, by w środowe popołudnie biegacze mogli wejść do biura na terenie orlika w Cisnej, już od piątku pracuje prawie setka osób pod rozbieganym, ale bardzo czujnym okiem Mirosława Bienieckiego. A czego nie dopatrzy Mirek, ogarnie Marta zwana Lucynką, najbardziej prawa z prawych rąk rzeźnickiego „szefa wszystkich szefów”. 80 procent ludzi z nich to stali bywalcy Rzeźnika, pozostali - nowicjusze w wolontariacie, którzy pomagając w tym roku poznają specyfikę kultowej imprezy, by już wkrótce stać się pełnoprawnymi członkami rzeźnickiej ekipy.

Na orliku praca wre. Bronek Mączka nie nadąża otwierać i zamykać drzwi ogromnego magazynu. Dwudziestka chłopów na schwał pod kierunkiem Jacka Wielgusa zwija się jak w ukropie (przez większą część dnia – dosłownie, bo słońce daje popalić!). Montują 300 metrów kabla tzw. siłowego, od którego biegną 3 kilometry (!) przedłużaczy zasilających wszystkie możliwe urządzenia i budowle miasteczka biegowego. Wieszają setkę mniejszych i większych banerów. – Stawiamy 20 dużych namiotów o powierzchni 40 metrów kwadratowych każdy (5x8 metrów). Zajmą zatem - jak łatwo policzyć - 800 metrów kwadratowych powierzchni – mówi Jacek. Miasteczko? Miasto! Znajdzie się w nim nie tylko wspomniane już biuro zawodów, ale i ogromne rzeźnickie expo, na który, będzie można zaopatrzyć się we wszystko, co biegaczowi (i nie tylko zresztą jemu) potrzebne jest do szczęścia. Aż trudno uwierzyć, jak za kilkanaście godzin będzie to wszystko pięknie i kolorowo wyglądało. A uwierzcie, że będzie… Jako gwarancja wystarczy jedno nazwisko: Żaneta Kalbrun. To ona dba o wizualną stronę Rzeźnika. I idzie jej to całkiem, całkiem…
Do tego blisko 500 metrów bieżących barierek i kilometry żółtej, rzeźnickiej taśmy, nie tylko do wygradzania przeróżnych stref na orliku, ale przede wszystkim do wytyczenia i oznakowania 280 kilometrów tras.

Tym zajmuje się jak zwykle ekipa pod dowództwem Jacka Gardenera. Jacek znaczy rzeźnickie trasy od dekady, a od kilku lat zarządza tym - niezwykle ważnym - aspektem przygotowania imprezy. – Jest nas 5-6 starych „repów”, kilkunastu ludzi z mniejszym stażem, ale też już znających tę robotę i około 10 takich, którzy od nich uczą się znakowania. Od niedzieli oznaczamy trasy wszystkich biegów, potem przed każdą konkurencją będziemy to jeszcze sprawdzać i uzupełniać. Pójdzie na to około 5 kilometrów żółtej taśmy, tysiąca pomarańczowych strzałek kierunkowych, tabliczki informacyjne typu „źródełko” oraz wprowadzone przez nas rok temu tablice na punktach odżywczych z podanymi dystansem i przewyższeniem do kolejnego punktu oraz obowiązującym tam limitem czasu i zaopatrzeniem punktu, a także odległością i przewyższeniami pozostałymi do mety – wylicza Gardener.

Znakowanie tras to… konieczność potem ich gruntownego posprzątania. W biegach górskich żadne służby oczyszczania tego za organizatora nie zrobią. – Zaraz po biegu każda z tras powinna być czysta, posprzątana z elementów oznakowania, bo na końcu stawki idzie zawsze „czerwona latarnia”, której zadaniem jest nie tylko zabezpieczenie tyłów i ostatnich zawodników, ale także zebranie taśm i śmieci – mówi Jacek Gardener. – Część oznakowania przez jakiś czas zostanie, ponieważ niektóre fragmenty szlaków są wykorzystywane przez różne biegi. A czasem będziemy musieli błyskawicznie przestawić znaczniki, bo na jakimś odcinku zawodnicy mogą biec dwa razy, ale w różnych kierunkach. Roboty będzie więc co niemiara, Festiwal Biegu Rzeźnika to dla ekipy znakującej trasy skomplikowane wyzwanie. Najpóźniej w niedzielę wszystkie trasy i szlaki powinny być już przez nas oczyszczone – zapewnia Gardener.

Szef ekipy „Trasy” zapowiada przy okazji bardzo skrupulatne kontrole wyposażenia obowiązkowego. – W Biegu Rzeźnika i w Rzeźniku Ultra zamierzamy sprawdzić wszystkich zawodników, na pozostałych dystansach - kontrole będą wyrywkowe. Można się ich spodziewać na starcie i mecie, można również w miejscach… zupełnie niespodziewanych, na punktach bądź w trasie poza nimi. A ponieważ nie wolno pomagać biegaczom poza punktami, na wszystkich punktach odżywczych wydzielamy miejsca, w których takiej pomocy będzie można udzielać. Tam i tylko tam – zapowiada Jacek Gardener.

Na orliku powstają start i meta wszystkich biegów, strefa relaksu i wyżywienia dla biegaczy przed wyruszeniem na trasę i przede wszystkim po zakończeniu zmagania z górami. W tej strefie będzie jak co roku od lat rządził i dzielił Olo Kurczewski. „Lubelak” to z pozoru uosobienie uśmiechu i łagodności. Ale niech mu ktoś spróbuje podpaść albo czegoś nie dopatrzyć…

Jak więc widać, „zawodowi” Rzeźnicy i rzesza wolontariuszy ma przez cały tydzień pełne ręce roboty. Festiwal i tak jednak nie miałby szans się udać na wysokim poziomie, do którego wszystkich przyzwyczaił, gdyby nie leśnicy. Nadleśnictwo Cisna od lat zaprzyjaźnione z Biegiem Rzeźnika wykonuje na rzecz biegaczy gigantyczną pracę.

– Naszym głównym zadaniem jest zabezpieczenie wszystkich szlaków, po których prowadzą trasy Biegu Rzeźnika i pozostałych konkurencji – mówi Mateusz Świerczyński z Nadleśnictwa Cisna. – W ciągu ostatniego tygodnia nasi leśnicy i pilarze wyczyścili wszystkie ścieżki z zalegających pni drzew, powycinali te, które grożą upadkiem w trakcie biegu lub może powalić na biegaczy wiatr. Zbudowaliśmy także drewniany most z dwóch potężnych jodeł przez rzekę prowadzący na metę na orliku (zapewniam, że utrzymałby nawet czołg!) oraz wykosiliśmy wszystkie miejsca, na których staną punkty odżywcze. Leśnicy są więc jak zwykle z biegaczami i dla biegaczy – zapewnia przedstawiciel Lasów Państwowych, które są także współorganizatorem kończącej 5 Festiwal Biegu Rzeźnika konkurencji „Dycha na Jeleni Skok”.